Uwielbiam wszelkie marynaty i uwielbiam szalotkę. Marynowaną szalotkę jadłam po raz pierwszy lata temu na kolacji u miejscowych myśliwych. Była doskonała i nie sposób się było od słoika oderwać. Dziś jednak nieskromnie muszę przyznać, że szalotka, którą przygotowaliśmy na dwie pary rąk jest jeszcze pyszniejsza i wchodzi na stałe do naszego repertuaru przetworów.

Przygotowanie marynowanej szalotki jest banalnie proste, a najwięcej czasu zajmuje tak naprawdę samo jej obranie. Przy tym przepisie nie podaję proporcji, bo te musicie dobrać sobie sami w zależności od tego ile macie szalotki. Mam nadzieję, że zdjęcia będą tu pomocne.
Potrzebne są:
szalotka (najlepiej mała)
gruba sól
ocet
olej
W dużym garnku (tak, żeby pomieścił szalotkę, a jeśli nie to wrzucamy ją na raty) zagotowujemy wodę i do gotującej się wody wrzucamy na minutę szalotkę. Dzięki temu łatwiej jest ją potem obrać. Oczywiście najłatwiej obiera się ją zaraz po wyciągnięciu, więc niestety palce trochę cierpią.
Obraną cebulkę umieszczamy w dużym naczyniu, zasypujemy grubą solą i mieszamy tak, żeby sól rozłożyła się równomiernie (tak jak na zdjęciu). W tej soli zostawiamy szalotkę na 24 godziny.
Następnie płuczemy szalotkę z soli i na kolejne 24 godziny (albo mniej, zależy od gustów - u nas tylko 12) zalewamy octem. Po tym czasie ponownie ją płuczemy, osuszamy dobrze na ściereczce i układamy w wysterylizowanych słoikach. Zalewamy olejem, zakręcamy i odstawiamy w ciemne raczej chłodne miejsce. Można je zajadać już po kilku tygodniach! Są tak pyszne, że nasze nie doczekają zimy na pewno. Niedługo przygotowujemy ich kolejną turę.
Smacznego!







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz