niedziela, 27 maja 2018

Pasta ze szparagów do chleba według Katii


Kiedy przed szkołą czekałyśmy na dzieciaki wracające z wycieczki, paplałyśmy z mamami z klasy Mikołaja o tym i o tamtym. Jakoś w końcu przypadkiem zeszło na kulinaria. Chyba dlatego, że jedna z mam skomplementowała na głos moje zdjęcie na instagramie, na którym prezentowałam przygotowane godzinę wcześniej szparagi smażone. Katia przedstawiła mi na szybko swój przepis na pastę ze szparagów do zwykłego chleba czy też grzanek. Przepis banalnie prosty. Zajadałam się jak wariat!


Potrzebne są:
pęczek zielonych szparagów
1 ząbek czosnku
mały pęczek natki (u mnie było zdecydowanie za mało)

majonez
sól, pieprz
1 łyżka musztardy
warzywny bulion


Szparagi kroimy w około 2 -1 cm kawałeczki i gotujemy do miękkości. Uwaga! Główki dodajemy pod koniec gotowania! Odcedzamy i zostawiamy do wystudzenia. W międzyczasie siekamy drobniutko czosnek i natkę. Następnie łączymy z nimi posiekane drobniutko szparagi. Wszystko mieszamy z majonezem i odrobiną musztardy. Doprawiamy do smaku pieprzem i solą jeśli trzeba. Wstawiamy pastę na minimum dwie godziny do lodówki i potem podajemy do chleba albo na wcześniej opieczonych grzankach. Palce lizać! 

ODCEDZIĆ to po włosku SCOLARE 


wtorek, 15 maja 2018

Smażone kwiaty akacji


To co wspaniałe w życiu poza wielkim miastem, to między innymi korzystanie z dobrodziejstw natury. I nie mówię tu o ogródku, bo ten i w mieście można uprawiać. Chodzi mi raczej o rosnącą na łąkach rukolę, radicchio, strigoli, pokrzywy, grzyby, które w Toskanii już się pojawiły, dzikie zioła i kwiaty. Wiele z nich nauczyłam się wykorzystywać w kuchni dopiero tutaj. 


Często widuję osoby spacerujące z torebką, schylające się co kilka kroków i teraz już wiem, że to jest właśnie to słynne korzystanie z tego, co daje nam Matka Ziemia.
Wielokrotnie starsze marradyjki namawiały mnie na smażone kwiaty akacji i w tym roku, kiedy akacje uginają się od kwiatów postanowiłam w końcu spróbować cóż to za rarytas. 
Wśród wszystkich dań prezentowanych na blogu to pobije rekordy w dwóch kategoriach: najtańsze i najmniejsza ilość składników.


Potrzebne są:
kwiaty akacji
200 g mąki
woda (najlepiej gazowana i bardzo zimna)
olej do smażenia
szczypta soli


Dodajemy do mąki wodę - tyle ile trzeba - tak żeby zrobiło się ciasto o konsystencji ciasta naleśnikowego. Najlepiej jak woda jest gazowana i zimna, wtedy otoczka kwiatów będzie chrupiąca. Olej rozgrzewamy na patelni, kwiaty zanurzamy w cieście i smażymy chwilę z jednej i z drugiej strony na złoty kolor. I to tyle. Odsączamy na ręczniku papierowym i podajemy. Jeść można tak jak fantazja podpowiada. My zjedliśmy z dipem jogurtowym, ale to od Was zależy czy zrobicie z tego słodkie czy słone danie. 
Oczywiście najlepiej jak kwiaty zbierzemy gdzieś poza centrum wielkiego miasta, nie przy głównej drodze:)


KWIATY AKACJI to po włosku FIORI DI ACACCIA 

niedziela, 13 maja 2018

Spaghetti ze świeżym bobem i krewetkami


Jednym z niezliczonych uroków toskańskiej wiosny są stragany uginające się od świeżego bobu. Możliwości jego wykorzystania w kuchni są nieograniczone - salsy, makarony, risotto, przekąski, zupy, co też dusza zapragnie. I oto dziś moja propozycja - spaghetti ze świeżym bobem i krewetkami.


Potrzebne są: 
około 250 g wyłuskanego świeżego bobu (wyłuskanego ze strąka, skórkę zostawiamy!)
250 g krewetek (u mnie malutkie, ale oczywiście lepiej te większe)
garść tartego parmezanu
mały pęczek natki
1 pomidor najlepiej typu san marzano
ząbek czosnku
oliwa, sól, pieprz
makaron - u mnie jak widać spaghetti, ale może być też krótki
pół kieliszka białego wina


Wyłuskany bób podsmażamy z posiekanym czosnkiem na oliwie, potrzeba na to około 10 minut. W między czasie wstawiamy wodę na makaron. 2/3 bobu, razem z natką, parmezanem i oliwą miksujemy, by powstał krem, podobnie jak pesto, doprawiamy wedle własnych smaków solą i pieprzem. Swoją drogą krem jest tak pyszny, że moim zdaniem można używać go też do opieczonych kromek chleba. 


Do pozostałego bobu dodajemy krewetki i podsmażamy chwilę razem na żywym ogniu podlewając winem. Następnie dodajemy pokrojonego pomidora, mieszamy i trzymamy na ogniu jeszcze przez kilka minut. 


Odlewamy makaron, mieszamy z bobowym kremem i przekładamy na patelnię do pozostałego bobu i krewetek. Jeszcze chwilka na ogniu, by smaki się połączyły i zaraz podajemy.  W Kamiennym Domu wszyscy skorzystali z dokładki, a zatem smacznego!


BÓB to po włosku FAVE 

Drukuj