wtorek, 7 marca 2017

Najłatwiejsze ciasto świata - ciasto "5 łyżek"



Coś dla zapracowanych i leniwych - kolejny raz! Warto mieć takie przepisy w zanadrzu. Kiedy na wszystko brakuje czasu, a ochota na słodkości jest silniejsza niż wszystko inne, kiedy niespodziewani goście w natarciu,  kiedy dzieci marudzą i proszą o łakocie … i na wiele podbramkowych sytuacji - ciasto "5 łyżek"! 



Potrzeba:

5 łyżek mąki
5 łyżek cukru
5 łyżek oliwy
3 jajka
1 łyżka kakao
2 jabłka 
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli




Mąkę, kakao i proszek przesiać do miski, dodać cukier, sól, jajka i oliwę - wszystkie składniki dobrze wymieszać. Jabłka obrać i pokroić w cieniutkie plasterki. Dodać do ciasta, jeszcze raz zamieszać i przełożyć wszystko do formy o średnicy 20 cm wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 35 - 40 minut. Prościej się nie da, a łasuchy będą uszczęśliwione!
ŁYŻKA to po włosku CUCCHIAIO

niedziela, 5 marca 2017

Makaron z pesto z jarmużu


Cavolo nero jest jednym z najważniejszych warzyw w toskańskiej kuchni. Już kiedyś pytaliście mnie cóż to takiego, a ja nie umiałam Wam odpowiedzieć. Ale teraz już wiem! Otóż cavolo nero to jarmuż! W dawnej Polsce bardzo popularny i w kuchni często wykorzystywany, jednak z czasem o nim kompletnie zapomniano. Wielka szkoda, bo lista jego dobroczynnych właściwości jest długa! Tutaj na szczęście gości często na stole, jest składnikiem wielu typowych toskańskich dań w tym słynnej ribollity
Dziś jednak nie zupa, tylko makaron, a cavolo nero będzie alternatywą dla klasycznego pesto.


Przede wszystkim to warzywo, które bardzo lubimy, po drugie Mikołaj jest wielkim fanem pesto, a poza tym skusiły mnie zdjęcia soczyście zielonego makaronu, prezentującego się na talerzu bardzo apetycznie, dlatego postanowiłam wypróbować przepis na pesto z cavolo nero.


Potrzebne:
Spory pęczek cavolo nero
paczka makaronu (najlepiej trofie albo fusilli, ale u mnie z braku laku penne)
2 łyżki płatków migdałowych
2 łyżki orzeszków pini
3 łyżki startego parmezanu
3 łyżki startego pecorino 
mały ząbek czosnku
sól 
oliwa
(proporcje zależą od indywidualnych gustów, dobierzcie je według własnych smaków)


Jarmuż myjemy, wycinamy twarde łodygi i gotujemy w osolonej wodzie przez 15 minut. Następnie odcedzamy do zimnej wody, żeby zachował intensywny kolor. UWAGA! Nie wylewamy wody z gotowania cavolo!! W tej samej wodzie gotujemy makaron. W tym czasie miksujemy odciśnięte dobrze liście, dodajemy pozostałe składniki (oliwę, czosnek, starte sery, pini i migdały), znów miksujemy, w międzyczasie smakując i doprawiając do smaku. Przed odcedzeniem makaronu warto zachować odrobinę wody z jego gotowania gdyby pesto było zbyt suche. Makaron mieszamy z pesto, podajemy posypany parmezanem albo pecorino. Smacznego zdrowego!!!!
CAVOLO NERO czyli JARMUŻ


czwartek, 2 marca 2017

Zapiekanka z makaronu i kalafiora


Mamy marzec! Nareszcie! A zatem na dobry początek "prawie wiosny" coś nowego, coś dla wielbicieli zapiekanek i kalafiora! Oto ona: pasta al forno con cavolfiore. 

Potrzebne:
1 spory kalafior
1 szklanka beszamelu
3 grubsze plastry pancetty (ewentualnie speck)
pół szklanki startego parmezanu
250 g sera fontina
sól, pieprz, oliwa 
ząbek czosnku 
tarta bułka  


Kalafiora ugotować na parze lub w osolonej wodzie, tak żeby był al dente. Odcedzić i przełożyć na patelnię z rozgrzaną oliwą i ząbkiem czosnku. Następnie zmiksować go i dodać beszamel (przepis był tutaj) oraz starty parmezan. Doprawić solą, pieprzem i wymieszać na jednolity krem. Następnie ugotować makaron al dente - jego kształt to kwestia gustu - ja polecam grubsze rurki, typu rigatoni. Odcedzić i wymieszać z kalafiorowym kremem. Na koniec dodać pokrojony w kostkę boczek oraz fontinę. Wszystko jeszcze raz dobrze wymieszać i przełożyć do formy natłuszczonej masłem. Na wierzchu posypać parmezanem i startą bułką. Piec w temperaturze 200 stopni około 20 - 30 min, w połowie tego czasu przestawić piekarnik na opiekanie od góry, tak by powstała apetyczna skorupka.


GOTOWAĆ NA PARZE to znaczy CUOCERE A VAPORE (wym. kuoczere a wapore)

wtorek, 28 lutego 2017

Zupa - krem z fenkuła i marchewki


Oto co zjedliśmy na nasz pierwszy w tym sezonie obiad na tarasie. Zupa - krem z fenkuła i marchewki. Lekki, przepyszny i słoneczny, zupełnie jak tamten dzień! 
Koncertowo wyprowadziłam w pole moje "wszystkożerne" dzieci, które jednak za fenkułem to niekoniecznie. Poczekałam, aż spróbują, ocenią i dopiero postanowiłam zdradzić składniki.
Tak bardzo im krem smakował, że nawet przez myśl nie przeszła im obecność nielubianego warzywa, dopiero moje podpuszczanie poprowadziło ich do rozwiązania zagadki. I choć pierwsza żartobliwa reakcja była: bleeee, to zaraz z uśmiechami na twarzy, zachwalając tak jak wcześniej, wyczyścili talerze do ostatniej łyżki. 


Potrzebne:
2 duże fenkuły
4 marchewki
1 szalotka
1 ząbek czosnku
sól, pieprz, oliwa
ok. 2 litrów bulionu warzywnego (zależy od wielkości warzyw)
Do podania to co kto lubi: u nas grzanki i parmezan.


W garnku o grubym dnie podsmażyć posiekane czosnek i szalotkę, zaraz potem dodać marchewkę i koper pokrojone w piórka i plasterki. Zostawić tak na około 5 minut często mieszając, mają się zeszklić, ciut zmięknąć, a nie rumienić. Zalać bulionem tak, żeby warzywa były ledwo przykryte (centymetr nad nimi). Gotować pod przykryciem, do miękkości. 


Kiedy warzywa będą ugotowane, zmiksować wszystko na jednolity krem. Doprawić solą, pieprzem i podawać tak jak lubicie. Ja dla moich dwóch dorastających pochłaniaczy wszystkiego wzbogaciłam grzanki kilkoma plasterkami pancetty. Wspaniały obiad na początek wiosny!


 GRZANKI to po włosku CROSTINI (wym. krostini)

niedziela, 26 lutego 2017

Ciasto z jabłkami i amaretti


Po ostatnim zaprezentowanym przepisie pomyślałam sobie, że może co jakiś czas warto opublikować coś odrobinę trudniejszego niż "najprostsze ciasto świata". Nie chcę, by ktoś pomyślał, że jestem leniem do kwadratu albo, że sztukę kulinarną opieram jedynie na wymieszaniu składników i wsunięciu formy do pieca.
I tak znalazłam przepis na coś bez ricotty, bez mascarpone, na coś co wymaga odrobinkę więcej pracy, ale efekt wynagrodził mi moje starania. Oto torta di mele e amaretti!  


Składniki
150g masła
200 g cukru pudru (u mnie trochę mniej, bo słodkie są też amaretti)
skórka otarta z jednej cytryny
3 jajka
300g mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
pół kubeczka mleka
szczypta soli
150 g amaretti
2 jabłka


Masło z cukrem pudrem i skórką cytrynową wyrobić aż powstanie krem. Następnie dodać jajka, szczyptę soli i znów wyrobić. Ciasteczka rozdrobnić (ale nie na pył), jabłka obrać i pokroić w kosteczkę. Połowę jednego i drugiego dodać do ciasta. Znów zamieszać. Na koniec dodać do masy mąkę i proszek do pieczenia rozpuszczony w mleku. 


Przygotowaną masę wyłożyć na sporą blachę - najlepiej 30 /40 cm, moja była ciut za mała. Ciasto powinno być niskie. Posypać pozostałymi jabłkami i pokruszonymi ciasteczkami. Blachę oczywiście wyłożyć wcześniej papierem bądź wysmarować masłem i obsypać mąką. Piec około 20 - 30 minut (w zależności od wysokości) w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.
Pyszne, wilgotne, z chrupiącym migdałowym akcentem! 


 Amaretti to słynne włoskie migdałowe ciasteczka.

sobota, 25 lutego 2017

Cytrynowe ciasto z ricottą dla leniwych


Wstyd! Taki ze mnie leń, że naprawdę wstyd… Jak już się zabieram za pieczenie, to zwykle - byle najszybciej, najprościej, jak najmniej odmierzania i zmywania. Nie, że nie lubię - przecież uwielbiam, ale tak jestem ostatnio zmęczona, że tylko maślane spojrzenie dzieci i pytanie - jest coś słodkiego?" - są w stanie zmusić mnie do działania. Na szczęście jak do tej pory wszystkie moje eksperymenty - "szybko i łatwo" - udają się nad wyraz. Efekt jest zawsze taki, że wszystko znika nim zdąży dobrze wystygnąć. A zatem zdjęcia są jakie są!
Jak jest nas więcej leniuchów łasuchów - to zapraszam, spróbujcie! 


Potrzeba: 
2 jajka
150 g ricotty
150 g cukru
150 g mąki
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
skórka otarta z jednej dużej cytryny
cukier puder do posypania


Wszystkie składniki oprócz proszku do pieczenia wrzucić do miski i wyrabiać robotem przez około 10 minut. Po tym czasie dodać proszek i dalej chwilę wyrabiać. Przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Ja miałam pod ręką prostokątną, szczerze mówiąc mogła być ciut mniejsza, więc sugeruję Wam okrągłą ok. 22 cm. Wkładamy ciasto do pieca nagrzanego do 180 stopni na około 40 min (kontrolować nawet wcześniej - suchy patyczek, czas pieczenia zależy od wysokości ciasta). I to tyle! Cała fatyga. Radość z efektu niestety nie trwa długo, bo znika szybciej niż się piecze! 


 CUKIER PUDER - to ZUCCHERO A VELO 

czwartek, 23 lutego 2017

Karnawałowo - frittelle di riso!


Środa była beznadziejna, wszystko szło nie tak. Miałam sporo wolnego czasu, a tak naprawdę zrobiłam połowę połowy z tego co zrobić miałam. Przez większość dnia bezproduktywnie kręciłam się jak nie powiem co, po nie powiem czym. 
I ten karnawał! Co będzie ze mnie za matka jak dzieciom słodkości nie zrobię - katowałam się dodatkowo. Chyba przesilenie wiosenne… I jeszcze, żeby się nie powtarzać to wypadało wyszukać coś nowego, bo przecież i na blogu musiało karnawałowo zapachnieć, a publikować to co już było? Bez sensu…
Zmusiłam się w końcu do poszukiwań przepisu i wiedziałam, że tylko coś łatwego i szybkiego zmusi mnie do jakichkolwiek kulinarnych poczynań. I tak oto są frittelle di riso! Nie dość, że szybko i łatwo to jeszcze PRZEPYSZNIE!!!


Potrzebne są:
200 ml mleka
200 ml wody
6 łyżek ryżu
obrana skórka z cytryny (tylko żółta część)
80 g cukru
120 g mąki (może być ciut mniej zależy jak bardzo będzie gęsty ugotowany ryż)
1 jajko
łyżeczka proszku do pieczenia
olej do smażenia
cukier puder do posypania


Ryż wsypujemy do wody z mlekiem, wkładamy skórkę cytrynową i gotujemy (mały ogień, żeby nie kipiał!). Kiedy będzie gotowy (u mnie to było około 15 minut) zostawiamy pod przykryciem aż ostygnie (przez ten czas powinien się wchłonąć cały płyn). Wyciągamy skórkę i do ryżowej masy dokładamy pozostałe składniki: cukier, jajko, łyżeczkę proszku i mąkę. Konsystencja powinna być "do nakładania łyżeczką". Mieszamy wszystko dokładnie, rozgrzewamy olej i zaczynamy smażenie. Łyżeczką odmierzamy porcje wielkości orzecha włoskiego i wkładamy na rozgrzany olej. Przewracamy widelcem, żeby zezłociły się z każdej strony, a kiedy będą gotowe odcedzamy na papierowy ręcznik, żeby wchłonął się nadmiar oleju. Posypujemy cukrem pudrem i gotowe!! U nas pewnie zagoszczą częściej niż tylko w karnawale. DELICJE! 
SMAŻYĆ to po włosku FRIGGERE


Drukuj