czwartek, 28 sierpnia 2014

Gruszkowa konfitura z cynamonem



Co ja zrobię z dwoma kartonami gruszek? - pomyślałam, gdy te wylądowały w mojej kuchni. Kilka kilo dorodnych owoców, nie do przejedzenia! I wtedy przypomniałam sobie smak konfitury, którą podano mi kiedyś w pobliskiej restauracji wraz z deską serów. Oczywiście byłoby mi trudno odtworzyć przepis, dlatego też postanowilam znaleźc inny, który mógłby zadowolić moje wybredne podniebienie. Znów przekopałam włoskie blogi i portale i znalazłam recepturę, która już z samego opisu ładnie mi zapachniała. 



Co nam będzie potrzebne:

2 kg gruszek
0,5 kg cukru (tu może się zmienić w zależności od słodkości owoców)
laska cynamonu
skórka z dużej cytryny

Gruszki obieramy, kroimy najpierw wzdłuż na ćwiartki, tak by łatwiej było usunąć gniazda nasienne. Potem jeszcze kroimy na mniejsze kawałki, przekładamy do garnka (takiego, do którego "nie przywiera"), dodajemy laskę cynamonu i startą skórkę cytrynową. Stawiamy na wolnym gazie i gotujemy. Po około 30 minutach dodajemy cukier (tu ostrożnie - ja dałam połowę tego, co w oryginalnym przepisie, a i tak mogłaby być odrobinę mniej słodka, moje gruszki same w sobie były wyjątkowo słodkie). Mieszamy często i wciąż na delikatnym ogniu gotujemy około 1,5 godziny. Wyjmujemy na koniec cynamon i jeśli ktoś woli jednolitą konsystencję, a owoce się dobrze nie rozpadły możemy odrobinę zmiksować. Stawiamy znów na gazie, czekamy aż zabulgocze i wkładamy do słoików. Procedura taka sama jak przy poprzednich przetworach. Konfitura wyszła przepyszna, słodka, ale z delikatną nutą cytrusową i wyczuwalnym aromatem cynamonu. 
Co za radość, kiedy można lato zatrzymać w słoikach i ustawić na półce w spiżarni...

wtorek, 26 sierpnia 2014

Focaccia na słodko z białymi winogronami


Jeśli myślimy o schyłku lata w Toskanii, to natychmiast przychodzą nam na myśl winnice oblepione bogato winogronami. Zaraz na drogach będą tworzyć się korki, bo traktory z przyczepkami będą zwozić góry białych i fioletowych owoców. Winogrona mamy na stole niemal codziennie, bo chłopcy je uwielbiają, jednak przyznam uczciwie, że nigdy nic z nich w mojej kuchni nie wycudowałam. Aż do wczoraj, kiedy to przestudiowałam wnikliwie wrześniowe wydanie La cucina italiana i tam znalazłam przepis, który aż do mnie krzyczał - wypróbuj mnie! Wypróbuj mnie!
I oto ona słodka focaccia z białymi winogronami. Miała być na dzisiejszą wyprawę na Monte Lavane, ale od wczoraj wieczora minęło za dużo czasu i zwyczajnie nie dotrwała. Niech zatem będzie to dla Was gwarancją, że przepis wart jest przetestowania! Myślę, że zamiast winogron sprawdzą się też inne jesienne owoce!


 Potrzeba nam:
300g białych winogron
280g mąki (+do posypania formy)
120 g mleka
4 pełne łyżki cukru trzcinowego (+ do posypania z wierzchu)
3 łyżki miękkiego masła (+do wysmarowania formy)
6 g świeżych drożdży
3 żółtka
szczypta soli
laska wanilii 


Podgrzewamy lekko mleko i rozpuszczamy w nim cukier i drożdże. Do miski przesiewamy mąkę, wlewamy mleko i wyrabiamy, potem dodajemy kolejno po jednym żółtku, masło, szczyptę soli i ziarenka wanilii. Wyrobione, elastyczne ciasto zostawiamy w misce na pół godziny, by odpoczęło przykryte folią spożywczą. W tym czasie kroimy winigrona na pół, usuwając jeśli mają pestki. Okrągłą formę o średnicy 27 cm smarujemy masłem i obsypujemy mąką. Wykładamy ciasto, rozciągamy palcami by dokładnie wypełniło całe dno. Układamy winogrona, posypujemy cukrem, przykrywamy wilgotną ściereczką i zostawiamy do wyrośnięcia na 1,5 godziny. Po tym czasie wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na pół godziny. A potem ... BUON APPETITO!!!   

sobota, 23 sierpnia 2014

Konfitura z zielonych pomidorów


Przepraszam Was za zaniedbanie w kuchni, ale natłok gości, wizyt i fest ograniczył mocno mój czas na pisanie, co nie znaczy, że nic się w tej kuchni nie działo. Na początek więc zaległości!
Tak mi po głowie chodziło, co zrobić z tyloma zielonymi pomidorami, które z krzaków pospadały nim zdąrzyły dojrzeć. Natchnieniem stała się szczerze mówiąc rozmowa Mario i Lorenzo, którzy z rozrzewnieniem wspominali, co to mamy gotowały i zarówno jeden jak i drugi zgodnie twierdzili, że lepszej marmolady, niż z zielonych pomidorów to nie ma! 
Nie pozostało mi nic innego, jak przekopanie włoskich portali i wyszukanie idealnego, jak na moje kulinarne oko przepisu. 


Pomoc kuchenna:) czyli wspólna pasja - gotowanie:)

Potrzeba nam:
około 1 kg zielonych pomidorów (mają być takie, które za chwilę zaczną dojrzewać) 
1 dorodna cytryna
0,5 kg cukru


Kroimy pomidory na dość drobne kawałki, usuwając wcześniej nasiona. Ścieramy skórkę z cytryny i wyciskamy z niej cały sok, dodajemy do pomidorów, wsypujemy cukier i starannie mieszamy. Wkładamy na przynajmniej 3 godziny do lodówki, aby pomidory dobrze się zamarynowały. 


Po tym czasie wyjmujemy i doprowadzamy do wrzenia. Co jakiś czas mieszamy. Zdejmujemy garnek po 15 minutach, a kiedy ostygnie na całą noc wstawiamy znów do lodówki. Następnego dnia ponownie stawiamy garnek z konfiturą na wolnym ogniu i gotujemy jeszcze przez około pół godziny. Tak przygotowane pomidory zamykamy w słoiczkach i odwracamy pokrywką do góry. Tu już każdy ma swoje metody, ja wcześniej słoiki wygotowuję, ale to jak napisałam kwiestia indywidualna. 
Bardzo byłam ciekawa, co też z tego wyjdzie. Dla mnie konfitura z zielonych pomidorów jest niezwykła, słodka, orzeźwiająca z wyraźnie wyczuwalną nutą cytrynową. Doskonała do deski serów! 




niedziela, 3 sierpnia 2014

Sałatka z cukinii



Mój ogródek w imponującym tempie produkuje cukinię. Posadzilam tylko jedną roślinkę, ostatnio zauważylam, że druga wysiała się sama i choć jest jeszcze maleńka już owocuje! Szukałam zatem nowego przepisu, by te moje cukinie wykorzystać. I znalazłam!
Dziś mam więc dla Was coś smacznego, idealnego na upały! Może być samodzielnym daniem, może być dodatkiem do dania głównego, a fikuśnie podane sprawdzi się jako wykwintne antipasto.
Sałatka z surowej cuknii. 

Potrzebne będą (proporcje jak zwykle na oko, u mnie na średnią miseczkę):
3 świeże, młode cuknie (moje były z własnego ogródka;) 
garść startego (w listki parmezanu)
oliwa
sól 
pieprz
kilka listków świeżego oregano 
kilka listków świeżej mięty
dwa pomidory (twarde, mięsiste)

Cuknię ścieramy na tarce na plasterki albo kroimy. Wkładamy do miseczki, zalewamy oliwą, dodajemy zioła i parmezan, doprawiamy solą (ostrożnie parmezan też zostawi swój smak). Mieszamy dokladnie i na minimum pół godziny wstawiamy do lodówki. Po tym czasie dodajemy pokrojone w drobną kosteczkę pomidory. W przepisie napisali o spażeniu, ale ja wolę pomidory ze skórką i usunięciu nasion, jednak moje miały ich tak niewiele, że nie było takiej potrzeby. Wszystko jeszcze raz mieszamy. Podajemy tak jak kto lubi, ja moją sałatkę posypałam jeszcze świeżo startym parmezanem, pieprzem i skropiłam delikatnie octem balsamicznym.  

sobota, 2 sierpnia 2014

Tagliatelle z sosem kurkowym



Na urodziny dostałam od Lorenzo koszyk dorodnych kurek. Grzyby wszelakie to jedna z pierwszych pozycji na mojej kulinarnej liście ulubionych. Postanowiłam jednak wyszukać i wypróbować nowy przepis, zamiast ograniczać się do klasycznego sosu kurkowego. Zastanawiałam się co podać w rezerwie, bo ani Paw, ani Mikołaj, ani Mario wielkimi amatorami grzybów nie są. Nawet ze zdjęciami w trakcie gotowania byłam wstrzemięźliwa, bo "czort wie co z tego wyjdzie". Moje obawy okazały się niepotrzebne, bo panowie słów uznania mi nie szczędzili i zajadali z apetytem do ostatniej wstążeczki, do ostatniego grzybka, deklarując, że to jeden z lepszych przepisów!
A sam przepis wyszperałam w sieci, po czym zmodyfikowałam co nieco, tak jak podpowiadała mi intuicja. 


Potrzeba: 
Koszyczek kurek
1 peperoncino (moje było malutkie suche, ale może być świeże)
2 ząbki czosnku
oliwa, sól, pieprz
kubeczek słodkiej śmietanki
garść pomidorków koktailowych
posiekana natka pietruszki
parmezan do posypania


Grzyby umyć (ponoć powinno się oczyścić na sucho, ale moje były bardzo zapiaszczone, więc potraktowałam je wodą) i pokroić w większe kawałki. W płaskim rondlu rozgrzać oliwę i wrzucić czosnek i peperoncino. Papryczkę można rozkruszyć, jeśli ktoś lubi ostrzejsze smaki. Kiedy czosnek się zezłoci, wyciągamy go, również papryczkę i na zaromatyzowaną w ten sposób oliwę wrzucamy grzyby. Zmniejszamy ogień i dusimy ok 15 min, dodajemy po tym czasie pomidorki i gotujemy sos jeszcze jakieś 5 minut. Na koniec zabielamy lekko śmietanką, posypujemy natką, doprawiamy solą. Mieszamy, by się smaki połączyły. 


Tagliatelle gotujemy już w czasie bulgotania sosu. Odlewamy jakąś minutę wcześniej, kiedy jeszcze będzie ciut twardawy. Na wszelki wypadek zostawiamy kubeczek wody z gotowania makaronu, gdyby danie bylo zbyt suche. Moje grzyby puściły sporo wody, więc nie było takiej potrzeby. Prawie dogotowany makaron dodajemy do sosu i jeszcze tą brakąjącą minutę trzymamy na ogniu. Starannie mieszamy, by sos oblepił wstążeczki i podajemy. Wedle gustu: można posypać startym parmezanem, peperoncino czy świeżo zmielonym pieprzem.
DELICJE!!! 

Drukuj