wtorek, 29 lipca 2014

Konfitura brzoskwiniowo - waniliowa


Dziś przepis na jedną z naszych ulubionych konfitur. Pojawił się już chyba na blogu rok temu, ale żeby wszystko było w jednym miejscu, to publikuję go w mojej kuchni. Konfitura jest banalnie prosta w wykonaniu, a smak ... wierzcie mi! Obłędny! Mój ostatni gość pochłonął cały słoik świeżej marmolady czekając na kolację. 

Potrzebne są: 
brzoskwinie (lub ewentualnie nektarynki albo trochę tych trochę tamtych) 
cukier
laska wanilii


Brzoskwinie obieramy ze skórki i kroimi w kostkę. Zasypujemy cukrem (ilość zależy od gustu - czy ktoś woli bardziej czy mniej słodką, ja zazwyczaj robię wszystko na oko). Na mój gar owoców wsypałam około dwóch kubeczków cukru. Do tego dodajemy rozkrojoną delikatnie laskę wanilii i wszystko starannie mieszamy. Zostawiamy tak na 2 - 3 godziny, mieszając jeszcze od czasu do czasu. Potem stawiamy na malutkim gazie. Ma się "pyrkotać" około dwóch godzin. Jeśli brzoskwinie są twarde i po tym czasie kawałki się nie rozpadną można trochę zmiksować (wyciągając wcześniej wanilię!). To też kwestia gustu czy ktoś woli kawaleczki wyczuwalne czy jednolitą konsystencję. 
Potem - ja osobiście wygotowują słoiki, nakladam gorącą marmoladę, zakręcam i stawiam pokrywką do dołu. Odwracam na drugi dzień, pokrywki powinny być zassane.



sobota, 26 lipca 2014

Gazpacho z cukinii

 Niby gazpacho to typowe danie "na upały", a te jakoś nas w tym roku niestety nie męczą. Jednak w nadziei, że nadejdą dni duszne, gorące prezentuję Wam coś ciekawego. Po pierwszym wykonaniu przepis nieco modyfikuję, bo w oryginale jest ciut za octowy. Gazpacho przypadło do gustu przede wszystkim Tomkowi i już po pierwszym talerzu dopytywał, kiedy znów je zrobię. 

Składniki:
ok. 4 małe cukinie (świeże, jasno zielone)
3 kromki pieczywa tostowego bez skórki
mała zielona papryka albo pół dużej
jedna młoda cebulka (ja dodałam tropee)
garść pomidorków koktajlowych 
4 jajka na twardo
ocet z białego wina
kilka listków bazylii
oliwa
sól

Cukinię kroimy wzdłuż na pół, usuwamy nasiona, kroimy w dość drobno w półplasterki i solimy. Mieszamy i odstawiamy na pół godziny, najlepiej w durszlaku albo na sitku. Chleb namaczamy w occie winnym z dodatkiem wody (w samym occe wg mnie wychodzi zbyt ostry). Po określonym czasie, odciskamy cukinie z nadmiaru soku i miksujemy z listkami bazylii. Następnie dodajemy pół szklanki wody, paprykę i cebulkę drobno posiekane, oliwę i dobrze odciśnięty chleb. Wszystko miksujemy. Jeśli jest za gęste dodajemy jeszcze odrobinę wody. 
Tak przygotowane gazpacho podajemy udekorowane plasterkami pomidorków i rozdrobnionym starannie jajkiem na twardo.
Oczywiście przepis można modyfikować doprawiając tym, co kto lubi.
Zdrowe i smaczne, z nadzieją na upały! 

piątek, 25 lipca 2014

Tortelli z ricottą i szpinakiem - ukochana klasyka!


Miało być po południu, a tu już wieczór, ale sami wiecie, że mam zaległości głównie w mailach. Przepis wisiał mi w roboczych już od kilku dni, ale ciągle coś, żeby skończyć. 

A zatem żeby zrobić najpyszniejsze tortelli z ricottą potrzeba nam: 
(porcja obliczona na 5 dość głodnych osób:)

na farsz:
ok. 0,5 kg świeżutkiej ricotty (nasza była od Grazielli - naszej dawnej gospodyni)
ok. 250 g szpinaku (tu ilość zależy od gustu- jak ktoś lubi mocno szpinakowe to nawet więcej, jak ktoś woli czuć przede wszystkim kremowy smak ricotty to mniej)
kubeczek startego parmezanu
sól
odrobina startej gałki muszkatołowej

 

pasta (czyli ciasto)
na naszą porcję zużyłam 5 jajek i 500 g mąki (zasada jest taka 1 duże jajko na każde 100 gram). Jeśli ciasto jest za twarde dodać trzeba ciut wody. I teraz zaczyna się zabawa. Robimy kopczyk, na środek wbijamy jajka i delikatnie okrężnymi ruchami łączymy jajka i mąkę. Popatrzcie na zdjęcia. Potem zagniatamy ciasto, rozwałkowujemy. Najlepiej podzielić je na dwie części. Kiedy wałkujemy pierwsze - drugą porcję przykryć wilgotną ściereczką. 




Farsz: ricottę rozrobić widelcem, wymieszać z parmezanem i posiekanym i zblanszowanym (lub rozmrożonym) szpinakiem. Doprawić gałką i solą. Nakładać porcje, formować małe tortelli tak jak na zdjęciach. Tortelli gotujemy w osolonej wodzie, krótko, do wypłynięcia. Polewamy stopionym masłem z kilkoma listkami szałwii i posypujemy parmezanem. Można też podać je z sosem pomodoro lub z ragu'. 




Przygotowywanie domowej pasty to zabawa i prawdziwa satysfakcja. A podniebienie oszaleje z zachwytu:) Smacznego!    



poniedziałek, 14 lipca 2014

Muffinki z ricottą


Lubicie łatwe przepisy, prawda? I chyba lubicie też słodkości z ricottą? Co widać po przepisie na torta di ricotta, który na Domu z kamienia pobił wszelkie rekordy popularności. Dziś zatem coś i łatwego, i słodkiego, i z ricottą. Muffinki! Dzieciaki je pokochają i pewnie nie raz i nie dwa wylądują w ich śniadaniowych pudełkach. 

Oto co nam potrzeba:
Ricotta 250 g
cukier 125g
mąka 250g
1 jajko
paczuszka proszku do pieczenia (16g)


Ricottę odsączamy i wrzucamy do miseczki, rozrabiamy ją widelcem na miękką masę, dodajemy cukier i mieszamy, potem przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia. Znów mieszamy, żeby się wszystko w miarę równo połączyło. Na koniec dodajemy roztrzepane jajko, dalej mieszamy. Kiedy masa jest gotowa tradycyjnie napełniamy NIE do pełna papilotki czy foremki na muffinki. Pieczemy około 20 min w temperaturze 180 stopni. Szybciej i prościej się nie da:) Smacznego! 




piątek, 11 lipca 2014

Risotto z kwiatami cukinii



Kwiatów cukinii ci u nas dostatek i aż żal było wyrzucać. Mario przynosił ze swojego ogródka, ja ze swojego i tak zbiory rosły, a ja poza smażonymi kwiatami w cieście nie miałam innego pomysłu ani weny. Smażenie może nie do końca jest moją pasją, więc zaczęłam przekopywać internet w poszukiwaniu innych przepisów i tak znalazłam risotto z kwiatami cukinii. Przetestowałam, smakowało, więc i Wam przedstawiam.



Potrzeba:
około 16 kwiatów cukinii
litr bulionu 
kieliszek białego wina
1 cebulka (moja była czerwona)
ok 350 g ryżu do risotto
łyżka masła
słuszna garść parmezanu
świeżo zmielony pieprz
oliwa


Na oliwie zeszklić drobno posiekaną cebulkę. Kwiaty cukinii oczyścić, wyrzucić słupki, resztę opłukać i również drobno posiekać. Dodać do cebuli i podsmażać dalej, wciąż na wolnym ogniu. Po chwili dodać ryż, poczekać aż się zeszkli, wymieszać dobrze z cebulką i kwiatami i podlać białym winem. Kiedy wino wyparuje, chochelką dodawać stopniowo bulion, uzupełniać w miarę wchłaniania. Często mieszać. Kiedy ryż będzie już gotowy dodać łyżkę masła, starty parmezan, jeszcze raz dobrze wszystko wymieszać, przykryć i zostawić na 5 minut. Po tym czasie można podawać, na talerzu posypać jeszcze startym parmezanem i świeżo zmielonym pieprzem. Delikatne w smaku, kremowe, sycące, letnie danie. Smacznego!


wtorek, 8 lipca 2014

Goście też gotują! Toskańska jagnięcina


Jak to miło gościć u siebie osoby, które podzielają kulinarne pasje i swoimi przepisami lubią się dzielić. Dzielić nie teoretycznie - przepisem, ale pyszną, aromatyczną jagnięciną - przygotowaną z pietyzmem i na stół podaną. Pozostało mi tylko podpatrywać, spisać notatki, zrobić zdjęcia i zajadać. Za zgodą autora dzielę się z Wami i przepis publikuję. 




Do przygotowania (na 8 osób) potrzeba:
2 udźce jagnięce (nasze oczywiście były świeżutkie prosto od rzeźnika

do przyrządzenia marynaty:
oliwa
cytryna
sól
pieprz
czosnek
rozmaryn


Oliwę mieszamy z sokiem z jednej cytryny i startą z niej skórką, solą, pieprzem i dużą ilością posiekanego czosnku i świeżego rozmarynu. Nacieramy dobrze mięso, układamy w naczyniu żaroodpornym (najlepiej z przykryciem, ewentualnie wykorzystując folię aluminiową) i na całą noc wkładamy do lodówki. 
Potem wkładamy do piekarnika i pieczemy od 2 do 3 godzin w temperaturze ok 200 stopni. 




A potem ... uczta! Gdybym chciała dobrze oddać słowami wrażenia smakowe musiałabym być poetką!


Przyjacielski fusion - jagnięcina i moje warzywa z pieca:)



poniedziałek, 7 lipca 2014

Makaron w stylu caprese


Dziś nic szczególnego, bo przepis na pewno wszyscy znają, ale musi znaleźć się w mojej kuchni, bo to jedno z naszych ulubionych letnich dań. Zwłaszcza w upalne dni, jako chłodny obiad nie ma sobie równych. Zabrany do turystycznej lodówki i zjedzony w wyjątkowych okolicznościach przyrody smakuje jeszcze lepiej. Poza tym to idealne danie, którego przygotowanie można zlecić dzieciom. Tym młodszym wystarczy ugotować makaron, a resztą już zajmą się mali kucharze. 

Potrzeba:
Makaron (tu spaghetti, ale najlepszy jest krótki, np. typu małe muszelki)
pomidory (albo małe pomidorki koktajlowe)
świeża mozzarella
garść listków bazylii
sól, pieprz, oliwa, kilka kropel octu balsamicznego

Proporcje zależą od ilości osób i osobistych preferencji. Filozofii żadnej tu nie ma, wystarczy ugotować makaron, przełożyć do chłodnej miski i skropić oliwą by się nie skleił. Jak przestygnie dodać pokrojoną w kostkę mozzarellę, pomidory i porwane listki bazylii. Doprawić do smaku oliwą, solą, pieprzem i octem. Buon appetito!




sobota, 5 lipca 2014

Sos paprykowy


Wybaczcie długotrwałą ciszę w mojej kuchni. Zbyt dużo spraw na głowie, odcięło mnie na chwilę od moich kulinarnych opowieści, jednak nie od samego gotowania. 
Na dobry początek więc moje najnowsze odkrycie - SOS PAPRYKOWY. Danie jest wspaniałe, aromatyczne i może występować w różnych wersjach - jako sos do makaronu albo jako dodatek do mięsa czy crostini. 

Składniki: 
3 papryki (żółta, zielona i czerwona)
1 czerwona cebula
2 ząbki czosnku
3 fileciki anchovies
sól, pieprz, oliwa
szklanka przecieru pomidorowego
garść listków bazylii i natki




W rondlu o grubym dnie rozgrzewamy oliwę i na wolniutkim ogniu smażymy posiekane czosnek i cebulę - Około 10 minut, mają się niemal stopić na jednolity sos, dodajemy fileciki i dalej smażymy, by i one się rozpadły. Potem dorzucamy pokrojoną w wąskie paseczki paprykę, mieszamy i smażymy około 15 min - aż do miękkości. Dodajemy sos pomidorowy i posiekaną natkę. Dusimy wszystko jeszcze około 10 minut. Zdejmujemy z ognia, wrzucamy porwane listki bazylii, doprawiamy wedle uznania solą i pieprzem, dokładnie mieszamy i podajemy w zależności od inwencji - albo mieszamy z ugotowanym al dente makaronem, albo też tak jak wspominałam wcześniej. 
I na dowód tego jakie było smaczne nie ma "wizytówkowego" zdjęcia:)) Nim się zorientowałam, z sosu zostało tylko to:



Niech potwierdzeniem na doskonałość potrawy będą słowa Mario, który stwierdził, że dokładnie taką "peperonatę" przygotowywała jego mama.

Drukuj